środa, 27 września 2017

Rozdział 34


Karolina:

Michał wrócił w środku nocy. Nie przyszedł jednak do mnie do sypialni aż do rana. Zarwałam całą noc i nie miałam na nic ochoty. O siódmej rano niepewnie opuściłam łóżko i udałam się do salonu. Wszystkie ubrania leżały już w walizce na podłodze, a Misiek siedział przy stole w kuchni. Spojrzałam na niego, a nasze oczy się spotkały. Przyjrzał mi się i zmarszczył brwi.

- Nie spałaś? – spytał chrapliwym głosem. Nie odparłam, a jedynie bardziej otuliłam się szlafrokiem. 

- Gdzie byłeś? – cicho szepnęłam i zrobiłam kilka kroków w kierunku kuchennego stołu. Podniósł się z krzesła i otworzył lodówkę.

- Co chcesz na śniadanie? – to pytanie mnie dobiło. W jednej chwili poczułam jak pod moimi powiekami zbierają się łzy. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do łazienki zostawiając go samego. Dopiero kiedy weszłam pod prysznic i włączyłam wodę pozwoliłam sobie na płacz. To było za wiele… Co się z nami działo? Poczułam się tak bezsilna wobec wszystkiego… Łazienkę opuściłam dopiero kilkanaście minut później. Wcześniej jednak na twarz nałożyłam tapetę i zrobiłam pełny makijaż. Musiałam. Wyglądałam koszmarnie. Poza tym nie chciałam, aby Michał zobaczył, że płakałam. Z suszarki zgarnęłam ubrania i założyłam na siebie. Ze stoickim spokojem i obojętnym wyrazem twarzy weszłam do kuchni. Kanapki oraz kawa siedziały na stole, a Michał rozmawiał przez telefon siedząc na kanapie. Usiadłam i zaczęłam jeść. Zastanawiałam się z kim rozmawia tak wcześnie – było dopiero po ósmej.

- Wyjedziemy dziś wieczorem, a nie jutro. – to jedno zdanie mnie złamało. Miał jechać do Spały dopiero jutro rano. Mimo, że mógł spędzić ze mną ostatnią noc wolał już dziś wyjechać. Zabolało. Cholernie zabolało. Przestałam jeść i słuchałam dalej. Już wiedziałam, że to z Piotrkiem rozmawia. Gdy nareszcie skończył wstał i spojrzał na mnie. Zawiedziona pokręciłam jedynie głową i szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie. Szybko założyłam buty, kurtkę i opuściłam mieszkanie. Nawet nie próbował mnie zatrzymać… Przez kilka godzin błąkałam się po mieście. Po prostu szłam przed siebie. W pewnym momencie zatrzymałam się i spojrzałam w prawo. Stałam tuż przed kościołem, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam. Zawsze chodziliśmy do innego… Chwila zawahania i weszłam do środka. Usiadłam w ostatniej ławce i patrzyłam na ołtarz. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w pewnej chwili poczułam rękę na moim ramieniu. Przerażona spojrzałam w lewo, a przed moimi oczami pojawił się jakiś ksiądz.

- Czasami najlepszym lekarstwem na wszystko jest rozmowa. Czekam w konfesjonale. – uśmiechnął się delikatnie i odszedł pozostawiając mnie zszokowaną. I co ja miałam mu powiedzieć? Tak dawno nie byłam u spowiedzi… Pokręciłam głową, ale mimo wszystko wstałam i poszłam w kierunku konfesjonału.

2 godziny później:

Pomogło. Ksiądz miał rację. Zostałam nawet na mszy. Poczułam się znacznie lepiej i jakby jakiś ciężar spadł mi z serca. Spokojnym krokiem udałam się w kierunku mieszkania. Jednak poknociłam coś i w końcu zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem. W ogóle nie kojarzyłam uliczek i zdałam sobie sprawę, że chyba jestem po drugiej stronie miasta. Na szczęście wzdłuż drogi stały taksówki, więc wsiadłam do pierwszej lepszej. Pan kierowca okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem i nawet żartowałam z nim. Zupełnie tak jakby wszystko było dobrze, a przecież nic nie było… Ze zdziwieniem dotarło do mnie, że w zasadzie jest już po 14. Pod blokiem rozejrzałam się i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ma naszego auta. Kiedy otworzyłam drzwi do mieszkania panowała w nim głucha cisza, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Michała nie ma. Otuliłam się kocem, włączyłam Polsat sport i tak sobie siedziałam w salonie. Czekałam na niego. Co chwilę sprawdzałam telefon czy aby przypadkiem nic nie napisał. Naiwna ja… Zjawił się dopiero po dwudziestej. A ja przez ten czas zupełnie straciłam wcześniejszą radość i spokój ducha. Siedziałam i patrzyłam jak wynosi walizkę i resztę rzeczy na korytarz. Nie potrafiłam się nawet poruszyć, a w gardle miałam ogromną gulę. Liczyłam na chociaż małego całusa czy przytulenie, niestety doczekałam się tylko jednego zdania:

- Napiszę jak będziemy na miejscu. – szepnął i odwrócił się do mnie plecami. Złapał za rączkę od walizki i zrobił dwa kroki, po których się zatrzymał i zawahał. Moje serce gwałtownie zamarło. Czekałam co będzie dalej. Widziałam, że się strasznie waha. Pokręcił głową, a po chwili przekręcił ją w moją stronę.

- Pamiętaj, że cholernie cię kocham. – po tych słowach po moim sercu rozlało się mnóstwo ciepła. Jednak zszokowana dalej siedziałam na kanapie. Drzwi się zamknęły i zostałam sama.

- Ja też cię kocham. – szepnęłam, ale przecież jego już dawno nie było. W jednej chwili to do mnie dotarło i wybiegłam na korytarz, a potem na klatkę. Nie miałam na sobie butów ani kurtki. Wybiegłam przed blok, ale niestety auto Nowakowskiego było już za rogiem. Spojrzałam na nie i po prostu się rozpłakałam. Nie zdążyłam…

Przez kolejne dni nic się nie działo. Nie wychodziłam nawet na siłownię. Pogrążyłam się w wiosennej deszczowej pogodzie i większość czasu po prostu leżałam. Oprócz jednego smsa od Michała, w którym napisał, że są w Spale nie miałam od niego żadnych wieści. Jedyne informacje uzyskiwałam ze stron internetowych, na których na bieżąco można było śledzić co się dzieje na zgrupowaniu. I czego się dowiadywałam? Że Michałowi nie idzie najlepiej. Doskonale wiedziałam, że to moja wina. Mimo wszystko za każdym razem gdy wybierałam jego numer albo już napisałam smsa w ostatniej chwili rezygnowałam… Sama nie wiem czemu. Chciałam choć przez chwilę zapomnieć o rodzicach, o Bartmanie, Krzyśku, o Igrzyskach. Chciałabym po prostu znaleźć się z Michałem chociażby w naszym domku pod Warszawą i nie myśleć o niczym. Być po prostu szczęśliwą. Z nim…

Jednak 2 dni później nastąpił przełom. Obudziłam się i postanowiłam, że wreszcie pora wrócić do normalnego życia. Pierwszy raz od kilku dni zjadłam normalne, pożywne śniadanie. Później zrobiłam listę zakupów, bo lodówka świeciła pustkami. Do południa posprzątałam całe mieszkanie. Poukładałam nawet ubrania w szafie i zrobiłam pranie. Trochę mnie to wszystko zmęczyło, ale w zasadzie doszłam do wniosku, że nareszcie nie myślałam o wszystkim, tak jak to robiłam przez ostatnie dni zadręczając się. Około 13 wskoczyłam pod prysznic, ubrałam się i opuściłam mieszkanie. Słońce na zewnątrz dawało przyjemnie ciepło, a ptaki pięknie śpiewały. Miałam wrażenie, że nawet powietrze jest świeże, a przecież byłam w centrum miasta. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam autem do supermarketu.

Pół godziny później:

Akurat pakowałam do wózka reklamówkę jabłek kiedy usłyszałam znajomy dziecięcy głos. Odwróciłam się za siebie, a moim oczom ukazała się uśmiechnięta Dominika, córka Krzyśka.

- Ciocia! Ciocia! – krzyczała, a ja automatycznie uśmiechnęłam się i kucnęłam. Wpadła mi w ramiona i mocno się przytuliła. Pocałowałam ją w czoło i podniosłam do góry.

- A co ty tutaj robisz skarbie? – popatrzyłam na nią, a ona prześlicznie się uśmiechnęła. Aż mi serce zmiękło na ten widok.

- Przyjechaliśmy z tatą na zakupy. Wiesz co mi tata kupi? Takiego wielkieeego pluszaka. – pokazała rączkami jakiego wielkiego, a ja zaśmiałam się na głos widząc to. Już miałam jej odpowiedzieć, gdy zobaczyłam Krzyśka. Stanął obok mnie i spojrzał na mnie delikatnie się uśmiechając. Zastanawiałam się czy dalej jest zły albo w bojowym nastroju jeśli chodzi o Michała i Zbyszka.

- Dominika złaź z cioci. Jesteś już duża. I wcale nie taka leciutka. – mała skrzywiła się na te słowa, a ja powoli odłożyłam ją na podłogę.

- Ale to tobie mama nie pozwala jeść słodyczy, a nie mi! – odburknęła obrażona i ruszyła przed siebie w kierunku stoiska z zabawkami. Wybuchłam głośnym śmiechem, a Krzysiek pokręcił głową z niedowierzaniem. Ten widok jeszcze bardziej mnie rozbawił, a po policzkach pociekły łzy. Krzysiek zerknął na mnie, a po chwili śmiał się ze mną.

- A więc Iwonka ogranicza ci słodycze? – powiedziałam przez śmiech. Spojrzał na mnie wściekły, ale widziałam w jego oczach te ogniki radości.

- Ehh… - pokręcił głową – Mała… - zastanawiał się, ale nie mógł znaleźć w głowie odpowiedniego określenia.

- Mała kopia tatusia. – puściłam mu oczko i uderzyłam go lekko w ramię. Po chwili przestaliśmy jednak się śmiać. Przypomniałam sobie naszą ostatnią rozmowę i niepewnie zerknęłam na niego.

- Krzysiek, bo ja…

- Nie! – natychmiast mi przerwał – To ja przepraszam. Wiesz… rozmawiałem z Iwonką potem o tym wszystkim i uświadomiła mi, że masz rację. Cały czas ją miałaś. Ja po prostu… nie mogłem na to patrzeć spokojnie. Chciałem ich pogodzić.. – pokręcił głową, a ja złapałam go za rękę.

- Wiem Krzysiek. Wiem…

- Wiesz… uważałem cały czas, że można jeszcze naprawić ich przyjaźń. Ale zrozumiałem, że mimo iż mnie to co się stało wtedy delikatnie zabolało, to Michał mógł to odebrać zupełnie inaczej. Dla niego mógł to być cholerny cios. Dlatego nie będę się już wtrącał. Zrobiłem co mogłem. Mam tylko nadzieję, że Misiek…. No, że nie obraził się na mnie.

- Nie obraził się. On po prostu… - przymknęłam oczy przypominając sobie ten feralny wieczór. – Dużo się na nas wtedy zwaliło. Michał wściekł się, tak po prostu… Ale on na pewno się nie obraził. Przejdzie mu, na pewno. – uśmiechnęłam się pokrzepiająco do siatkarza. Przejechałam wózkiem trochę dalej do przodu w kierunku Dominiki.

- Pisałem z chłopakami.. – westchnął w pewnym momencie. Zmarszczyłam czoło i już wiedziałam co powie. – Podobno nie idzie mu gra. Myślisz, że to przez tą moją akcję? – czułam na sobie jego wzrok więc przystanęłam.

- Wiesz… myślę, że to nie dlatego. – spuściłam wzrok przypominając sobie ostatnie wspólne chwile spędzone z Michałem. Nie było ich zbyt wiele. - Po części mogło się to przyczynić do tego, że nie gra najlepiej, ale to nie jest główny powód.

- Więc co się dzieje? – wciąż na mnie patrzył, a ja nie potrafiłam spojrzeć na niego. – Możesz mi powiedzieć. – zapewnił. Moja dusza mówiła powiedz mu, ale mój mózg stanowczo mówił: NIE. Nikt nie może dowiedzieć się o moich rodzicach. Nikt. A rozmawiając z Krzyśkiem musiałabym mu wyjawić prawdę.

- Nie zadręczaj się, bo to naprawdę nie twoja wina. – westchnęłam i popatrzyłam na niego. Widziałam, że się martwi.

- Ty nic nie mówisz, z Michałem nie idzie normalnie porozmawiać… - pokręcił głową, a ja się zmartwiłam.

- Jak to? Nie rozmawia z chłopakami?

- Cały czas tylko ćwiczy i przesiaduje na hali. Zagrywki mu nie wychodzą, a on stale je ćwiczy i dalej mu nie wychodzą. Nie siedzi z chłopakami jak zawsze. A jak już przyjdzie to udaje, że jest okej a wcale nie jest. Próbuje oszukać wszystkich, ale chłopcy go znają. Dobrze wiedzą, że coś jest nie tak. Wypisują do mnie, czy czegoś nie wiem…  – nie ukrywam, że zmartwiły mnie te słowa.

- Ja.. nie sądziłam, że… - pokręciłam głową i spojrzałam przed siebie. Co ja najlepszego zrobiłam?!

- Czekaj. – Krzysiek spojrzał na mnie uważnie – Ty nic nie wiesz? Jak to? – dedukował, a ja mimowolnie westchnęłam – Tylko mi nie mów, że z nim nie rozmawiasz. – spuściłam jedynie głowę czując się cholernie winna. – Od kiedy? – Igła złapał mnie za ramiona. – Od kiedy nie rozmawiacie?

- Odkąd wyjechał. – szepnęłam ledwie słyszalnie.

- Co?! – Krzysiek otworzył szeroko oczy. – To prawie tydzień… Co wy wyprawiacie? Oszaleliście?!

- Przestań… - w moich oczach zebrały się łzy. Krzysiek nerwowo przeskakiwał z nogi na nogę.

- Nie wierzę… Tak świetnie do siebie pasujecie, kochacie się… - nie mogłam znieść tych słów. Walczyłam, ale jedna łza popłynęła po policzku. Libero dopiero wtedy zobaczył w jakim byłam wstanie. – Hej… nie płacz. – przytulił mnie, a ja odruchowo wtuliłam się w niego. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo tego potrzebowałam. Po prostu ciepła drugiej osoby, rozmowy. – Wszystko będzie okej. Na pewno się pogodzicie. Przecież się kochacie. – szeptał mi uspokajające słowa do ucha i mocno do siebie tulił. Uspokoiłam się trochę i delikatnie go puściłam. Przecież byliśmy w sklepie… Przetarłam łzy spod moich oczu.

- Ciociu! – Dominika podbiegła z lalką w ręce. – Powiesz tacie, żeby mi kupił tą lalkę? Na przeprosiny? – mimowolnie zaśmiałam się, a Krzysiek zerknął na córkę. – Czemu ciocia płaczesz? – zmartwiła się mała kiedy zauważyła moje oczy. Kucnęłam przy niej.

- Do oka mi coś wpadło i musiałam popłakać, żeby wypadło.

- Aaa… Mi ostatnio taka wielka mucha wpadła do oka i tak strasznie płakałam bo bolało, a potem przestało. – uśmiechnęła się, a ja odetchnęłam, że nic się nie domyśliła. Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do Ignaczaka.

- To jak? Kupisz mi tą lalkę tatusiu?

- Kupujemy misia. Obu rzeczy nie możemy. – stwierdził rzeczowo na co Domi się skrzywiła. W tym samym momencie zadzwonił jego telefon. Odszedł na chwilkę od nas by odebrać, a ja przyjrzałam się dziewczynce. Wpatrywała się jak zaczarowana w tą lalkę i totalnie zawiedziona odłożyła ją na półkę.

- No dobra córcia. Jedziemy do domu, bo mama dzwoniła, że babcia z dziadkiem przyjechali. –dziewczynka uśmiechnęła się i złapała Krzyśka za rękę. Po chwili jednak puściła go i podbiegła do mnie. Przytuliłam ją, a ona pocałowała mnie w policzek. Mimowolnie uśmiech wkradł się na moje usta. Igła także mocno mnie przytulił.

- Jak będziesz chciała porozmawiać to dzwoń. O każdej porze. – szepnął mi do ucha, a potem odsunął się i spojrzał na moją twarz – I nie płacz już. Przyszła panna młoda nie może płakać. Jasne? – kiwnęłam głową i jeszcze raz delikatnie go przytuliłam.

- Dziękuję. Za wszystko.

- Nie ma za co.

Niedługo potem zostałam sama w alejce z zabawkami. Westchnęłam i wzięłam z szafki tą lalkę, która tak spodobała się Domi. Musiałam jej ją kupić. Wzięłam tylko jeszcze zgrzewkę wody i udałam się do kasy. Krzysiek był przy innej i w zasadzie już płacił za rachunek. Uśmiechnął się do mnie puszczając oczko. Odpowiedziałam mu tym samym. Kiedy zapłaciłam i wyszłam na zewnątrz Krzysiek już wsiadał za kierownicę. Szybko podbiegłam do auta i otworzyłam drzwi od strony pasażera.

- To dla ciebie. – wyszczerzyłam się i dałam Domi lalkę. Dziewczynka ucieszyła się i mocno mnie przytuliła.

- Nie ma mowy. – Krzysiek pokręcił głową – Zaraz oddam ci za nią pieniądze.

- Nie wygłupiaj się! – puściłam małą – To prezent.

- Zwariowałaś… - pokręcił głową.

- Nie waż się dawać mi jakichkolwiek pieniędzy, bo się obrażę! I jedźcie już! – zaśmiałam się, zamknęłam szybko drzwi i machając im, pobiegłam do bmki.

Wróciłam do mieszkania. Schowałam zakupy, zrobiłam sobie herbatę zieloną i usiadłam na kanapie. Sięgnęłam  po telefon i znowu wybrałam w kontaktach numer Michała. Już miałam nacisnąć zieloną słuchawkę, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam. Czemu nie potrafiłam do niego zadzwonić?! Spojrzałam na moją dłoń i pierścionek zaręczynowy. Czy on nadal powinien tutaj być? Czy zachowuję się jak na narzeczoną przystało? W mojej głowie pojawiło się całe mnóstwo pytań, a przed oczami widziałam ten karcący i niedowierzający wzrok Ignaczaka, kiedy się o wszystkim dowiedział. Boże… co ja najlepszego wyprawiam?! Spojrzałam na kalendarz. Za kilka dni pierwszy mecz Polaków w Lidze Światowej. Co robić? Przyjechać do Krakowa? Pustka… w mojej głowie tylko jedna wielka pustka. Oparłam głowę o oparcie kanapy i tak myślałam o wszystkim, że w końcu zaliczyłam zgona i po prostu zasnęłam.

3 dni później:

Postanowiłam kupić bardziej wiosenne i letnie rzeczy, dlatego od rana biegałam po sklepach w Rzeszowie. Czy zadzwoniłam do Michała? Nie. Nie potrafiłam się przełamać. A czy powinnam kupować ubrania w takiej sytuacji? Jasne, że nie. Ale mimo to miałam ochotę się rozerwać. Chciałam nie myśleć o tym co się dzieje. Chciałam zapomnieć o rodzicach, o Michale i chociaż przez moment poczuć się tak jak wtedy gdy byłam chociażby w Rosji czy we Włoszech. Tam życie było takie łatwe. Siatkówka, drużyna, szalone i beztroskie wyprawy z przyjaciółmi. A teraz? Całkowita odwrotność. Ale wracając do zakupów… W zasadzie już miałam wracać, ale w pewnym momencie przystanęłam. Jakby coś kazało mi się zatrzymać. Dziwne uczucie czy przeczucie? Trudno zdefiniować. No w każdym razie rozejrzałam się wokół, a mój wzrok utkwił już tylko w jednym punkcie, skierowanym w to, czego w tej chwili pragnęłam, tego czego chciałam posiadać. A była to niesamowita, wprost idealna i taka jakiej szukałam suknia ślubna. Oniemiałam. Nogi same poniosły mnie w kierunku sklepu. Przystanęłam obok szklanej wystawy i już nie było odwrotu. Otworzyłam drzwi…

A więc wygląda na to, że... wróciłam. No cóż.. Nie wiem co napisać. Może po prostu przepraszam te wszystkie osoby, które codziennie tutaj zaglądały przez ten czas. Naprawdę starałam się coś napisać i dodać, ale trochę się u mnie pokomplikowało totalnie ze wszystkim. Dlatego postanowiłam akurat dzisiaj przełamać się i coś dodać. Strasznie ciężko mi się pisze i nie jestem zadowolona z tego co na górze. Ale obiecałam sobie kiedyś, że skończę tego bloga i nie ma opcji - muszę to zrobić, bo inaczej nie mogłabym żyć w spokoju. Kiedy pojawi się coś nowego? Nie mam pojęcia, dlatego nie wściekajcie się. Muszę dojść do siebie, ogarnąć się i mam nadzieję, że pisanie mi w tym pomoże, bo ono zawsze było lekarstwem, tylko jakoś dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę.. Dlatego dziękuję, że jesteście i pozdrawiam! Tak więc ... do następnego! <3

czwartek, 27 kwietnia 2017

Liebster Award



Wiem, że trochę bardzo opóźnione, ale… Jeszcze w grudniu zostałam nominowana do Liebster Award. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, za co bardzo dziękuję Dominika Kardasińska (http://you-i-and-our-happiness.blogspot.com/ ) ! <3
    Oto pytania, które otrzymałam:

1.       Jak zaczęłaś pisać bloga?

Hmm… Ciężkie pytanie. Chyba musiałabym tutaj napisać całą historię o tym kiedy naprawdę pokochałam siatkówkę całym sercem. A to w zasadzie dzięki moim dwóm wariatkom z liceum (całusy dla Was dziopki), które ciągle mówiły o siatkówce. I pewnego dnia w szkole zostałam sama z jedną z nich (AW) i pokazała mi bloga siatkarskiego. Na maksa się wkręciłam, a jakiś czas później zaczęłam oglądać PlusLigę, mecze reprezentacyjne i zaczęłam pisać historię o Karolinie i Michale. To tak mniej więcej w skrócie. Bloga założyłam kilka miesięcy później, kiedy miałam ponad 10 rozdziałów i zyskałam odwagę ;)


2. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?

Nie mam chyba ulubionej piosenki. Co jakiś czas pojawiają się nowe i ta, która wpadnie mi w ucho zwykle na okrągło jest przeze mnie słuchana, aż mi się znudzi xD Są jednak piosenki do których lubię wracać co jakiś czas – na przykład „Only time” i „May it be” Enya, „My immortal” Evanescence, „I see you” Leony Lewis czy piosenki Abby, Modern Talking. Ogólnie mam dość specyficzny gust muzyczny xD hahaha Z polskich wokalistów ogromne miejsce w moim sercu zajmuje zespół Leon, gdyż wokalista, Igor Herbut potrafi każdą swoją piosenkę zaśpiewać tak, że aż czuje dosłownie każdą emocję, którą chce przekazać – mam nadzieję, że rozumiecie xD


3. Lubisz czytać książki?

Uwielbiam czytać książki – niestety zwykle nie mam na to czasu. W liceum jeszcze czytałam, ale na studiach poświęcam wolny czas zwykle śpiąc szczerze mówiąc xD Bo jakimś cudem na sen zawsze brakuje czasu. Można powiedzieć, że czasami na wykładach czytam nowe rozdziały na obserwowanych przeze mnie blogach więc można to chyba zaliczyć pod czytanie xD hihihi


4. Kto jest twoim autorytetem?

Chyba nie mam tak naprawdę swojego autorytetu. A jeśli już to jest to zdecydowanie moja mama. Nie będę tłumaczyła dlaczego – są to już sprawy prywatne. Natomiast jeśli czasami mam gorsze chwile, to zwykle przypominam sobie Michała Kubiaka. Bo skoro on tak zawsze potrafi walczyć na meczach i niesie drużynę do przodu, to czy ja nie dam sobie rady ze wszystkim? Zdecydowanie dam! xd


5. Dlaczego twój blog ma takiego bohatera (bohaterów), a nie innego?

Michał Kubiak – to chyba mówi samo przez się xD A tak naprawdę to chyba dlatego, że mam do tego Pana ogroooomny szacunek i jestem meeega dumna, że mamy takiego kapitana reprezentacji Polski! Jest dzielny, nigdy się nie poddaje, zawsze walczy i ciągnie drużynę do przodu w najgorszych chwilach. Oprócz tego jest na maksa odważny ( wyjechał do Japonii – obcy ludzie, inny język). Myślę, że tyle wystarczy ;)


6. Jakie jest twoje hobby?

Moim hobby jest jazda konna, a oprócz tego ostatnio pokochałam siłownię i ćwiczenia, więc mogłabym w niej spędzać mnóstwo czasu xD


7. Masz jakiś autograf?

Od razu bez bicia przyznaję, że nigdy nie byłam na żadnym meczu, nie widziałam ani nie spotkałam żadnego siatkarza w realu xD Mam natomiast autograf Karola Kłosa i Andrzeja Wrony, które w zasadzie uzyskałam zamawiając Czapę na ich stronie. Było to w okresie Świąt Bożego Narodzenia i w prezencie dodawali do każdego zamówienia właśnie autografy ;)


8. Jaki jest twój ulubiony kolor?

Chyba nie mam ulubionego ;) Nie ograniczam się do szarości i czerni. W mojej szafie można znaleźć chociażby żółty sweterek xD Bardzo lubię niebieski, brązowy oraz czerwony i biały.


9. Co wolisz: owoce czy warzywa?

Chyba smakują mi bardziej owoce, ale od kilku miesięcy namiętnie pochłaniam gotowane na parze warzywa xD Więc chyba to one wygrywają! <3


10. Jakie jest według ciebie najpiękniejsze miejsce na ziemi?

Najpiękniejsze miejsce na ziemi? No cóż… za wiele świata to ja nie zwiedziłam i mam na to czas ;P Myślę, że takie miejsce na pewno kiedyś znajdę. Póki co na pewno jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi jest mała wioska, w której mieszkałam zanim udałam się na studia do Krakowa. Tak… To miejsce jest pełne tak wielu wspomnień, beztroskich lat dzieciństwa, że nigdy o nim nie zapomnę!


11. Jaką porę roku lubisz najbardziej?

Chyba najbardziej lubię wiosnę, bo wszystko rozkwita i mam wrażenie, że to taki „cud” i że jest to niezwykłe. Zmienna pogoda jest dziwna, ale chyba to część uroku tej pory roku. Zimę za to cenię za ten niesamowity blask, kiedy słońce odbija się od śniegu… *.* Za latem i jesienią nie przepadam, chociaż w sumie nie wiem czemu tak jest ;P

No… To chyba wszystko xD A teraz blogi, które ja nominuję do Liebster Award: (Ps. Moi czytelnicy koniecznie zajrzyjcie na te blogi, bo są świetne i zajmują szczególne miejsce w moim sercu – czyli szczerze mówiąc na maksa się w nie wkręciłam xD.)




4.)    http://brakujacyelementduszy.blogspot.com/  - może tą nominacją Cię zmotywuję do napisania nowego rozdziału…. Bo przypominam, że ja CAŁY CZAS CZEKAM! <3



Pytania (na wstępie mówię, że jestem fatalna w wymyślaniu pytań, więc wybaczcie):

1.       Czemu głównym bohaterem Twojego opowiadania jest akurat ten siatkarz?

2.       Co było dla Ciebie inspiracją do napisania bloga?

3.       Dlaczego siatkówka?

4.       Jakiej drużynie w PlusLidze kibicujesz lub która/które zajmują szczególne miejsce w Twoim sercu?

5.       Kto jest Twoim autorytetem? (tu się powtórzę, ale myślę, że to świetne pytanie)

6.       Czy miałaś okazję być na meczu reprezentacji Polski bądź którymś z meczów PlusLigi?

7.       Jakie cechy charakteru są dla Ciebie najważniejsze u drugiego człowieka?

8.       Jaki sport uprawiasz/uprawiałaś lub chciałabyś uprawiać?

9.       Gdybyś miała znaleźć się na bezludnej wyspie jakie trzy rzeczy byś ze sobą zabrała?

10.   Coś słodkiego, bez czego nie potrafisz się obejść lub sięgasz w gorszych momentach? (to zdecydowanie najlepsze pytanie – pewnie po jego przeczytaniu od razu przyjdzie Wam na to ochota xd hahaha)

11.   Czy masz takie miejsce, do którego zawsze będziesz wracała chociażby wspomnieniami?



A więc jeszcze raz dziękuję za nominację! I mam nadzieję, że nie zanudziłam Was odpowiedziami xD

Ps. Kolejny rozdział bloga postaram się dodać jak najszybciej!!! :*




czwartek, 20 kwietnia 2017

Rozdział 33

Karolina:
- Trzymaj się Olka. – uścisnęłam blondynkę – A co do chłopców to… Przecież wiesz, że to papużki nierozłączki. Karol na pewno zrozumie, że chciałabyś więcej czasu spędzać tylko z nim, a nie jeszcze z Andrzejem.
- Masz rację… Po prostu sama nie wiem co we mnie wstąpiło.
- No ja też trochę przesadziłam z Miśkiem. Muszę się ogarnąć, bo oni za kilka dni już wyruszają do Spały na zgrupowanie.
- Dokładnie… Ale spikniemy się w Krakowie na memoriale Wagnera, tak?
- No jasne… Tak jak ustaliłyśmy.
- A suknią się nie przejmuj. Jak nie w Warszawie to może w Rzeszowie ją znajdziesz?
- Dobra rada. To jadę, bo chcę zrobić Miśkowi niespodziankę.
- Trzymaj się kochana. – uścisnęłyśmy się ostatni raz i odjechałam z parkingu, jeszcze trąbiąc na pożegnanie.
Kilka godzin później:
Jako, że trening chłopców skończył się godzinę temu stwierdziłam, że Michał zapewne robi sobie drzemkę na kanapie w salonie. Żeby go nie obudzić cichutko jak nigdy przekręciłam klucz w drzwiach mieszkania i weszłam do środka na paluszkach. O dziwo usłyszałam krzyki z salonu. Zupełnie nie rozpoznawałam tych głosów, no może oprócz Michała. Podeszłam bliżej wejścia do salonu i zaczęłam przysłuchiwać się o co chodzi.
- Nie rozumiem czego państwo ode mnie wymagają! – warknął Michał. O co tu chodzi?!
- Porozmawiaj z nią i przygotuj ją jakoś do tego wszystkiego. – ten głos… ta kobieta była tak zdesperowana. Poza tym czy oni mówią o mnie?! Coraz bardziej się denerwowałam…
- Jak mam ją przygotować na coś takiego! Robicie sobie ze mnie żarty?!
- Michał, jesteś jej narzeczonym. – tym razem usłyszałam jakiegoś mężczyznę. Ten głos wydał mi się dziwnie znajomy. Narzeczonym… czyli chodzi o mnie..
- Czy państwo rozumieją o co mnie proszą?! Co? Mam jej powiedzieć Karolcia, skarbie to twoi rodzice, którzy nagle…
- CO?! – wtargnęłam do salonu z mocno bijącym sercem. Spojrzałam na osoby przede mną. Pokręciłam głową niedowierzając w to, co widzę.
- Karolcia, skarbie… Wszystko ci wyjaśnimy. – kobieta zaczęła iść w moim kierunku. Natychmiast zrobiłam krok w tył.
- Co tutaj się dzieje?! Jacy rodzice?!
- Spokojnie… Usiądźmy i porozmawiajmy. – już wiedziałam kim jest ten gość. Komentator sportowy. Niejaki Ireneusz Mazur.
- Jaja sobie ze mnie robicie?! – spojrzałam na nich niedowierzając w to, co słyszę – Ja nie mam rodziców! – praktycznie krzyknęłam. Michał wstał i podszedł do mnie. Chciał mnie objąć, ale odepchnęłam go od siebie.
- Nic nie rozumiesz. Jestem twoją matką. Urodziłam cię, a potem musiałam oddać do domu dziecka.
- Nie… Ja nie wierzę… - ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, a serce biło w niewyobrażalnym tempie.
- Spokojnie skarbie. – Misiek złapał mnie za dłoń, ale to wcale nie pomogło.
- Karolina posłuchaj. Dopiero kilka dni temu dowiedziałam się, że jestem twoim ojcem. Ja naprawdę…
- Nie! – krzyknęłam i już nawet nie wiedziałam kiedy łzy zaczęły spływać mi po policzkach. – Nie chcę tego słuchać! Nigdy w to nie uwierzę!
- Córeczko, jestem twoją matką! – krzyknęła kobieta ze łzami w oczach i próbowała złapać mnie za rękę. Praktycznie natychmiast odsunęłam się do tyłu tyle ile tylko mogłam. To chyba jakiś kurwa żart!
- Nie jesteś moją matką! Nie masz prawa nazywać się matką! Matka nigdy nie zostawia swojego dziecka. – rozpłakałam się już na dobre.
- Musiałam… Córeczko ja cię kocham… - ona również mówiła przez łzy.
- Jakbyś mnie kochała nigdy byś mnie nie oddała…
- Ja naprawdę musiałam cię oddać. Chcemy wszystko naprawić… Daj mi szansę. – spojrzała na mnie z nadzieją. Pokręciłam głową i złapałam się mocno Michała aby nie upaść. Co tu się dzieje?!
- Nie! Ja nie mam rodziców! Dajcie mi spokój! Idźcie sobie!!! – wykrzyknęłam i wtuliłam się mocno w ramiona Michała. Jakby to miało coś pomóc…
- Niech państwo już wyjdą. – Michał powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu, a ja jeszcze mocniej do niego przywarłam. Po chwili trwającej jak dla mnie wieki usłyszałam jak zamykają się drzwi. Wtedy pękłam już na dobre…
- Ciii… Skarbie… - Michał zaczął gładzić mnie po włosach i mocno tulił do siebie. Jednak nie mogłam się uspokoić.  Z moich ust wyrwał się niepohamowany szloch.
Nie wiem ile czasu płakałam. Michał cały czas próbował mnie uspokoić, ale bezskutecznie. Jak przez mgłę pamiętam jak zaniósł mnie do sypialni. Miał chyba mokrą całą koszulkę. W końcu się uspokoiłam. Ale to chyba tylko dlatego, że ilość łez się wyczerpała. Byłam wykończona i nadal nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Jednak w bezpiecznych ramionach Michała nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Cała spocona i zdezorientowana obudziłam się jak się domyśliłam w środku nocy, bo w mieszkaniu panowała ciemność. Wyplątałam się z mocno mnie oplatającego Michała i poszłam do kuchni, aby napić się wody. Zapaliłam światło na korytarzu i aż się przeraziłam widząc swoje odbicie w lustrze. A zresztą czy to ważne jak wyglądam? To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Napiłam się wody z kranu i stanęłam obok okna w salonie. Tak jak to miałam w zwyczaju patrzyłam na śpiący Rzeszów. Było tak spokojnie. Na ulicach żadnego auta, na chodniku żadnego człowieka. To, co działo się na zewnątrz było zupełnym przeciwieństwem tego, co działo się w moim wnętrzu. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć… Pokręciłam głową. A może to wszystko mi się przyśniło? Może coś sobie uroiłam? Przecież to niemożliwe… Nie wiem ile tak stałam, ale gdy poczułam ból nóg postanowiłam udać się na kanapę. Sięgnęłam po koc i opatuliłam się nim. Następnie położyłam się na kanapie. Jednak wtedy zauważyłam jakąś kopertę na stoliku. Niepewnie sięgnęłam po nią. Z mocno bijącym sercem i drżącymi rękami otworzyłam ją. W środku było zdjęcie. Powoli je wyciągnęłam. Bałam się spojrzeć na nie. Jednak po chwili głośno odetchnęłam i otworzyłam oczy. Na zdjęciu była ta kobieta z dzieckiem na rękach w szpitalu. Mimowolnie przyłożyłam rękę do ust. Czy to naprawdę ja?! W jednej chwili znowu rozkleiłam się totalnie. Rzuciłam to cholerne zdjęcie na stolik. Zacisnęłam dłonie w pięści i siedząc zaczęłam się bujać do przodu i do tyłu. Próbowałam się jakoś uspokoić, jednak nie potrafiłam… To było dla mnie za dużo.
Michał:
Ocknąłem się, a Karoliny nie było obok mnie. Spanikowałem. Jeśli sobie coś zrobiła? Przecież to dla niej totalny szok! Wybiegłem z sypialni przerażony i skierowałem się do salonu. Zobaczyłem ją na siedzącą na kanapie i płaczącą.
- Karolcia! – odetchnąłem z ulgą i szybko do niej podszedłem. Ukucnąłem obok kanapy i złapałem ją za dłonie. Przeniosła na mnie wzrok pełny bólu.
- Czego oni chcą Michał? – spytała.
- Naprawdę nie wiem. – odparłem – Twoja matka, ona…
- To nie jest moja matka! – Karolcia krzyknęła i wyrwała ręce z mojego uścisku.
- Dobrze, spokojnie… - skapitulowałem. Nie chciałem jej denerwować. Ona dalej nie mogła pogodzić się z tym, czego się dowiedziała.
- Oni myślą, że co? Że nagle się zjawią i będziemy jedną wielką szczęśliwą rodziną?! – spojrzała na mnie i pokręciła głową – Nie ma takiej opcji! Nigdy!
- Może daj im chociaż wyjaśnić…
- To nie są moi rodzice! – krzyknęła i podniosła się z kanapy. Nie wiedziałem co robić. Niewiele myśląc podszedłem do niej i delikatnie ją objąłem w pasie. Chciałem w jakikolwiek sposób ją wesprzeć, ale moje słowa do niej nie docierały.
- Porozmawiamy jak ochłoniesz. – powiedziałem, ale natychmiast pożałowałem tych słów. Wyrwała się z moich objęć i popatrzyła na mnie jak na największego wroga.
- Nie będziemy o niczym rozmawiać! – ruszyła w kierunku sypialni, więc poszedłem za nią.
- Masz zamiar udawać, że to co się stało się nie wydarzyło? – postanowiłem nie dać za wygraną.
- Ty nigdy tego nie zrozumiesz! Nie wiesz jak to jest być w bidulu! – krzyknęła stając obok łóżka. W oczach miała łzy. Westchnąłem i próbowałem złapać ją za rękę jednak odsunęła się ode mnie jeszcze bardziej. – Trzymasz ich stronę?!
- O czym ty mówisz?! – nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. – Dobrze wiesz, że zawsze jestem po twojej stronie. Bez względu na wszystko. – dodałem, ale w jej oczach był jakiś obłęd.
- Chcę zostać sama. – szepnęła i objęła się rękoma. Nie wiedziałem co zrobić. Zostawić ją samą? Czy to dobry pomysł? A jeśli coś sobie zrobi? Co robić…
- Dobrze… Tylko nie zrób nic głupiego. Jestem w salonie. – dodałem i wyszedłem. Nie potrafiłem do niej dotrzeć. Ta sytuacja nią wstrząsnęła. Nie zachowywała się jak moja Karolcia. Była zupełnie inna.
I w tym momencie popełniłem błąd. Nie powinien był jej zostawiać. Kolejne dni były istnym koszmarem. Karolina zupełnie się ode mnie odsunęła. Nie rozmawiała ze mną. Była zimna jak nigdy. Nawet w nocy spała na skraju łóżka tyłem do mnie. Nie wiedziałem co robić. Każda próba rozmowy kończyła się kłótnią. Uroiła sobie, że jestem po stronie jej rodziców. A ja tylko chciałem jej wytłumaczyć, że może powinna dowiedzieć się całej prawdy, porozmawiać z nimi. Dla mnie to też swoją drogą był niezły szok. A co dopiero dla niej…
Kilka dni później:
Naprawdę chciałem być cierpliwy, ale już chwilami nie mogłem wytrzymać. Z jednej strony cieszyłem się, że zaraz wyjeżdżam na zgrupowanie do Spały, ale z drugiej cholernie bałem się zostawiać Karolcię w Rzeszowie. Bałem się, że zrobi coś głupiego. Nikt oprócz mnie nie wiedział o tym. Nie powiedziała Olce ani nawet Aśce.
Sobota rano:
- Igła wczoraj dzwonił i zaprasza nas do siebie na kolację dzisiaj. Będzie jeszcze Piotrek. Wiesz… chce się z nami pożegnać przed zgrupowaniem. – przerwałem i spojrzałem na nią. Kroiła warzywa na obiad i w żaden sposób nie zareagowała. – Słyszysz?
- Tak. – odchrząknęła.
- Pójdziemy?
- A nie mógłbyś pójść sam? – to pytanie wbiło mnie w krzesło.
- Jakbym chciał tam iść sam to bym nie pytał! – prawie krzyknąłem. Miałem dość. Ta sytuacja i mnie wyniszczała. Nawet na siłowni nie potrafiłem ćwiczyć nie myśląc o Karolci. Spojrzałem na nią. Zadrżała i wypuściła nóż z ręki na blat. Podszedłem do niej. – Skarbie… błagam cię. Wiesz, że zaraz wyjeżdżam. To z tobą chciałem spędzić te ostatnie chwile. Krzysiek to nasz przyjaciel. Poza tym powinnaś gdzieś wyjść. Ciągle siedzisz w mieszkaniu, nigdzie nie wychodzisz.
- No dobrze. – westchnęła i nareszcie na mnie spojrzała – Napisz mu, że przyjdziemy.
- Skarbie.. Naprawdę się martwię. Ja wiem, że ta sytuacja z twoimi rodzicami..
- Michał. Jest okej, dobra? – przerwała mi i przysunęła się do mnie, więc delikatnie ją objąłem. – Nie rozmawiajmy o tych ludziach. To nie jest nikt ważny.
- Ale Karolcia… Widzę, że cię to męczy. Możesz na mnie polegać.
- Przejdzie mi. Daj mi trochę czasu, okej? – westchnąłem. Wszystko na nic. Ale chociaż normalnie ze mną porozmawiała. W końcu.
- No dobrze. – pocałowałem ją w czoło i mocno przytuliłem do siebie.
Karolina:
Wcale nie cieszyłam się na tą kolację. Wolałam spędzić ten wieczór z Michałem chociażby leżąc na kanapie albo wychodząc na długi spacer. Ale nie chciałam sprawiać ani jemu przykrości, ani tym bardziej Krzyśkowi i Iwonie. Postanowiłam sobie, że nie dam po sobie poznać, że coś jest nie tak. Dlatego z delikatnym uśmiechem wsiadłam do auta, a Michałowi od razu poprawił się humor.
Ten sam dzień, godzina 19:00:
Naprawdę próbowałam. Chciałam dać z siebie wszystko, ale Krzysiek od razu zauważył, że jestem zdystansowana i niezbyt chętna do rozmowy. Nie umiałam odnaleźć się w towarzystwie. Już wiedziałam, że to będzie najgorszy wieczór w moim życiu. Jednak to, co wydarzyło się później już totalnie potwierdziło, że ten wieczór nie miał prawa się udać.
- Pomożesz mi w kuchni? – zapytała Iwona, a ja szybko wstałam i udałam się za nią w kierunku owego pomieszczenia. Podawałam jej talerze, a ona nakładała jedzenie.
- Nie chcę być wścibska, ale stało się coś? – przyjrzała mi się. W duchu westchnęłam, ale wiedziałam jedno. Nikt, absolutnie nikt nie może się dowiedzieć o tym co się stało. Nie chce by ktokolwiek mi współczuł. Zniosę wszystko, najgorsze upokorzenie, ale tego uczucia nie.
- Mówiłam już, że nienajlepiej się czuję. – w zasadzie nie kłamałam, bo wcale nie czułam się dobrze. – Ale Michał wyjeżdża na zgrupowanie, Krzyśka nie będzie i w ogóle… Jakoś tak dziwnie jest. – stwierdziłam.
- No właśnie… Wiesz… Krzysiek ma czasami dość szalone pomysły i w niektórych sprawach jest dość mocno zmotywowany.
- Co? O czym mówisz? Nie rozumiem…
- On… - Iwona już chciała mi odpowiedzieć, ale w tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Zdziwiłam się lekko, a żona Igły wyraźnie spięła. Podeszłam bliżej wejścia do kuchni i zerknęłam na salon. Po chwili pojawili się w nim… Bartman i jakaś dziewczyna. Michał na ten widok zakrztusił się pitym kompotem. Stałam nieruchomo i przyglądałam się całej sytuacji. Piotrka wcięło w krzesło, Michał doszedł do siebie i piorunowałam wzrokiem co rusz Krzyśka i Zbyszka. Nie potrafiłam zrobić kroku. Zastygłam i czekałam co będzie dalej.
- Cześć Michał. – zaczął nieśmiało Zbyszek. Zerknęłam na Miśka. Może zachowa się normalnie…
- Co on tu robi?! – wstał od stołu i spojrzał na Igłę.
- Uznałem, że pora abyście nareszcie się dogadali.
- Słucham?! – Misiek zacisnął mocno pięści, a chłopcy spojrzeli na siebie. Chyba oczekiwali innej reakcji.  – Zapomniałeś już jak mnie potraktował? Co powiedział? Co zrobił?!
- Michał… Nie warto wracać do przeszłości. – kontynuował Libero, a ja widząc Kubiaka wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie.
- Przestań pierdolić! – warknął Misiek – Liczyłem na miły i spokojny wieczór, a ty co odwalasz? Nie mieszaj się w nie swoje sprawy. – podszedł do Krzyśka i mierzyli się wzrokiem.
- Widzisz? Mówiłam ci, że nie warto tracić czasu na niego. – szepnęła do Bartmana blondynka, z którą przyszedł. Wszyscy to jednak usłyszeli.
- A ty co? Przychodzisz godzić się z nią? – zwrócił się do atakującego.
- Z żadną nią… Jakbyś zapomniał to moja żona i ma imię. Asia.
- Wiesz co? Na początku myślałem, że to ona cię zmieniła. Ale teraz już wiem, że zawsze taki byłeś. Nie warto marnować na ciebie ani chwili czasu. A tobie Igła dziękuję za zajebisty wieczór. Naprawdę miłe pożegnanie przed zgrupowaniem. Nie ma co. – Michał wyminął wszystkich i podszedł do mnie. Dopiero teraz wszyscy mnie zauważyli.
- Idziemy stąd. – powiedział stanowczo i złapał za rękę. Już po chwili zakładaliśmy na siebie kurtki. Całą drogę do domu Michał nie odezwał się ani słowem. Jedynie zaciśnięte na kierownicy ręce i twardy wyraz twarzy zdradzały jak bardzo był wściekły. Zatrzymał się pod blokiem. Zaczęłam wysiadać jednak Michał nawet nie zgasił auta.
- Nie idziesz? – spojrzałam na niego.
- Przyjadę później. Nie czekaj na mnie. – wiedziałam, że nic nie wskóram. Zamknęłam drzwi auta i udałam się w kierunku bloku. Dopiero kiedy weszłam do środka odwróciłam się i zobaczyłam, że bmka odjechała. Westchnęłam. Już nie miałam na nic siły. Moi „rodzice”, a teraz jeszcze Bartman. To chore. Czy nigdy nie będę miała spokoju?! Otworzyłam drzwi od mieszkania i weszłam do środka. Zdjęłam buty oraz kurtkę i udałam się do kuchni załączyć wodę na herbatę. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie udałam się, aby otworzyć. Przekręciłam klucz, a moim oczom ukazał się Ignaczak. Przepuściłam go w drzwiach i wróciłam do kuchni. Siatkarz szedł za mną. Usiadłam i spojrzałam na niego.
- Jest Michał? – zapytał.
- Nie… - pokręciłam głową.
- To może nawet lepiej. – westchnął i usiadł obok mnie przy stole. – Karolcia ja naprawdę nie chciałem źle. Chciałem ich pogodzić. Rozumiesz, prawda? – westchnęłam. Oczywiście, że Krzysiek nie chciał źle ale ja naprawdę nie miałam już siły na to wszystko.
- Wiem Krzysiek. – podniosłam na niego wzrok.
- To może porozmawiaj z Miśkiem? Tylko ty możesz przemówić mu do rozumu i coś wskórać. – długo wpatrywałam się w jego oczy. Miał tak wielką nadzieję…
- Przykro mi, ale nie.
- Co?! – Libero był w szoku.
- Nie. – pokręciłam głową i spojrzałam na pusty salon.
- Dlaczego?
- Nie mam zamiaru się w to mieszać.
- Co? Jesteś narzeczoną Michała. Już i tak jesteś w to wmieszana. – wściekłam się. Dlaczego on nie potrafił odpuścić?!
- Krzysiek przestań. – powiedziałam stanowczo i odwróciłam się w jego stronę. – Nie mam siły na to, jasne?
- Czekaj… Coś się stało? Od początku wieczoru byłaś jakaś dziwna…
- Nic się nie stało. Ja wiem, że chciałeś dobrze ale Michał i Zbyszek sami powinni rozwiązać swój problem. Zrozum, że oni nie są już dziećmi. Nie mam zamiaru rozmawiać z Michałem na ten temat. Mam mnóstwo innych spraw na głowie…
- Nie wierzę, że to mówisz…
- Krzysiek tym razem powinieneś odpuścić… - wstałam i wyłączyłam wodę, która się zagotowała. Siatkarz siedział zszokowany przy stole, ale i zarazem bardzo zdeterminowany. Odchrząknęłam. – Myślę, że powinieneś już iść. – nie chciałam tego mówić, ale bałam się, że on nie odpuści i na dobre się pokłócimy. A Krzysiek to naprawdę ważna dla mnie osoba. Westchnął na moje słowa. Już po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Kurwa… Czy wszystko musi się tak komplikować?!
Resztę wieczoru zajmowałam się ubraniami Michała na zgrupowanie. Zabrałam je z suszarki i wszystko dokładnie wyprasowałam. Poukładałam wszystko w salonie, żeby Misiek mógł potem sprawdzić czy niczego mu nie brakuje. Zapakowałam mu też laptopa, ładowarkę do telefonu i inne drobne rzeczy, o których mógłby zapomnieć. Naprawdę wiele czasu mi to zajęło, a jego nadal nie było… Kiedy zegar wybił północ poddałam się i poszłam pod prysznic. Umyta położyłam się, ale nie potrafiłam zasnąć bez Miśka. Martwiłam się o niego. W jednej chwili zezłościłam się na Igłę, bo gdyby nie jego pomysł to w zasadzie ten wieczór mógłby się skończyć lepiej… Po chwili jednak skarciłam się w myślach – Krzysiek chciał przecież dobrze…

A więc oto nowy rozdział... Miał się pojawić kilka dni temu, ale w święta jednak nie da się ani uczyć, ani tworzyć xD Ale wracając do tematu.. Ten rozdział jest chyba najgorszym jaki napisałam, za co ogromnie Was przepraszam, bo to, ile Was tutaj zagląda codziennie rozwaliło mnie... Jesteście wielcy! A ja zawodzę... na prawdę robię co mogę, ale obawiam się, że straciłam serce do tego opowiadania... Nie wiem, kiedy pojawi się nowy rozdział... Ostatnio tak wiele się dzieje... Nie bądźcie na mnie źli, a jedynie trzymajcie kciuki, żebym jakoś dała radę ze wszystkim. Oczywiście standardowo przesyłam całuuusy z mega zimnego dzisiaj Krakowa :* <3

piątek, 24 lutego 2017

Rozdział 32


Karolina:

Następnego dnia obudziliśmy się coś po 13. Tak wyjebana już totalnie dawno nie byłam. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, a do tego wszystkiego Misiek ze wszystkiego się śmiał i wręcz emanował energią. Po 15 wybrałam się na siłownię, gdzie spędziłam ponad dwie godziny. Gdy wróciłam czekał na mnie obiad.

- Zrobiłeś obiad? – zdziwiona spojrzałam na Miśka.

- No… To aż takie dziwne? – zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami. Nałożył mi pełny talerz zupy.

- Nie zjem tyle. – zaprzeczyłam głową, jednak jedno spojrzenie Michała poskutkowało. Przełknęłam głośno ślinę i już nic nie powiedziałam. Nie miałam zamiaru znowu wysłuchiwać jaka to jestem szczupła. Denerwowało mnie to, a szczególnie kiedy Misiek się mnie czepiał. Wręcz wmusiłam w siebie wszystko i położyłam się na kanapie. Jakoś źle się czułam. Chyba niepotrzebnie poszłam na tą siłownię.

- Co jest skarbie? – Misiek wepchnął się obok mnie na kanapę. Natychmiast przywarłam do niego i ułożyłam głowę na jego torsie.

- Nic. – wzruszyłam ramionami – Jakoś tak się dziwnie czuję. Przejdzie mi jak sobie poleżę. – przymknęłam oczy i skupiłam się na równym oddechu Miśka. Czując jego dotyk na swoich włosach nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.

Kilka godzin później:

Obudził mnie dźwięk telefonu Michała. Otworzyłam oczy i zdziwiona zauważyłam, że jestem w sypialni. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka.

- Jak to nie będzie cię dziś?! – ryknął Ignaczak. Przez chwilę myślałam, że jest u nas w mieszkaniu. Jednak stanęłam w progu kuchni i zrozumiałam, że Misiek rozmawia z nim przez telefon, a on jest na głośniku.

- No normalnie… - westchnął Misiek zmywając naczynia – Karolcia się źle czuje. Przecież jej nie zostawię samej. – odparł, a mnie zatkało. Miałam nogi jak z waty, a w oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam kilka razy, aby pozbyć się łez. Czy to możliwe, żeby mężczyzna tak troszczył się o kobietę? Michał to największe szczęście jakie mnie spotkało.

- No rozumiem. Ale jakby co to wiesz… Śmiało wbijaj. – dodał Igła, a Misiek się tylko zaśmiał i rozłączył. Akurat umył wszystkie naczynia i płukał zlew. Na paluszkach podeszłam do niego i objęłam go od tyłu.

- Nie śpisz? – był nieźle zaskoczony. Odwrócił się w moją stronę, a ja spojrzałam w jego oczy.

- A ty co kombinujesz? – również zadałam pytanie. Zmarszczył brwi. – No co tak patrzysz. – zaśmiałam się – Leć pod prysznic i się zbieraj. Koledzy czekają!

- A więc słyszałaś… - stwierdził - Ale przecież…

- Żadne ale! Wygraliście. Bardzo ciężko pracowałeś w tym sezonie i masz prawo to uczcić. To, że ja się źle czuje nie oznacza, że masz kisić ze mną dupę w domu. Zbieraj się! – cmoknęłam go w policzek i odwróciłam się wychodząc do przedpokoju i otwierając szafę.

- Jesteś pewna? – pognał za mną i patrzył co robię.

- Przecież to i tak jest męska impreza. A ja sobie odpocznę na spokojnie. I tak będę spała więc co to za różnica? – wyjęłam jego niebieską koszulę. – Ta chyba jest okej? – zerknęłam na Michała. Kiwnął głową i pocałował mnie w policzek. – Jesteś wielka! – zaśmiałam się i poszłam po deskę do prasowania. Kiedy ja prasowałam jego ubranie, Michał brał prysznic.

20 minut później:

Ubrany, wypachniony i cholernie przystojny wszedł do salonu Michał.

- Dobrze jest? – wyszczerzył się, a ja mimowolnie przygryzłam wargę. Mój przystojniak! Podniosłam się i spojrzałam na niego.

- Dobrze. Ale wiesz… pamiętaj, że ty już zajęty jesteś!

- Luz… Przecież to męska impreza. A zresztą ja już nie mam ochoty na żadną inną skarbie.

- Nie podlizuj się. I tak ci nie wierzę. – wbiłam mu w żebra oskarżycielsko palec, a on się zaśmiał.

- Lecę. – pocałował mnie namiętnie. – A ty w tej chwili się kładź, bo jakoś słabo wyglądasz.

- Dzięki. – żachnęłam się, a on tylko zaśmiał. Jeszcze ostatni pocałunek i zostałam w mieszkaniu sama. Wzięłam długą kąpiel i włączyłam relaksującą muzykę. Później położyłam się i niemalże od razu zasnęłam.

Trzecia w nocy:

Obudził mnie dzwonek telefonu. Zaspana z trudem po niego sięgnęłam. Nawet nie patrzyłam kto dzwoni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.

- Halo? – spytałam słabo i przewróciłam się na drugi bok. Strasznie chciało mi się spać.

- Karolcia… Dobrze że odebrałaś! Musisz mi pomóc!

- Piotrek? – zdziwiona otworzyłam oczy.

- Tak. Mogłabyś przyjechać do mieszkania Fabiana?

- Czekaj… co się stało?

- No wiesz… impreza wymknęła się trochę spod kontroli.

- O czym ty mówisz?! – zupełnie odechciało mi się spać i wstałam z łóżka zaświecając lampkę.

- Nic takiego, ale oni wszyscy są wstawieni. Już sam nie wiem co robić… - westchnął wyraźnie zdesperowany.

- Wyślij mi smsem adres. – odparłam jeszcze spokojnie i szybko się rozłączyłam. Niechętnie opuściłam ciepłą sypialnię i założyłam grube ubrania na siebie. Zgarnęłam kluczyki od samochodu i dokumenty. Zamknęłam mieszkanie i skierowałam się na zewnątrz. Było zimno, wiał wiatr a ja czułam się fatalnie. Po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce. Do tego wszystkiego okazało się, że w bloku nie działa winda. Musiałam iść na piąte piętro na nogach. Już i tak byłam zła. Ale gdy weszłam do mieszkania Drzyzgi miałam ochotę zamordować każdego z siatkarzy po kolei.

- Co to jest?! – warknęłam na Piotrka widząc w pomieszczeniu mnóstwo pustych butelek po alkoholu i siatkarzy totalnie nawalonych. Misiek z Igłą leżeli wtuleni w siebie na podłodze i jeszcze się chichrali. Nigdy nie widziałam Michała tak pijanego. Wkurzona podeszłam do niego.

- Michał wstawaj! – uderzyłam go lekko w policzek, a on tylko się zaśmiał. Załamana popatrzyłam na całe pomieszczenie.

- Tylko ty jesteś trzeźwy?! – skierowałam wzrok na Nowakowskiego. W tym samym czasie drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł Achrem. Podniosłam się z ziemi i spojrzałam na niego.

- Hej! – podszedł i pocałował mnie w policzek – Dobrze, że przyjechałaś. Piotrek nie może kierować, bo wypił trochę, a musicie zabrać Miśka i Igłę. Ja zajmę się pozostałymi. Jutro wraca Monika Fabiana i nie może zobaczyć tej masakry. – wyraźnie wściekły zerknął na swoich przyjaciół z drużyny. – Nigdy więcej nie mam zamiaru brać udziału w czymś takim. – stwierdził lekko przerażony, a ja miałam ochotę zabić Igłę, Nowakowskiego i mojego Kubiaka! Idioci.

-To ja posprzątam. – powiedziałam i zerknęłam na Nowakowskiego – Masz kluczyki i spróbuj zapakować do auta Igłę. Może on bardziej kontaktuje od Kubiaka.-  Poszłam do kuchni i otworzyłam pierwszą lepszą szufladę. Miałam szczęście bo od razu w moje dłonie wpadły worki na śmieci. Szybko zaczęłam zbierać puste butelki, resztki jedzenia, które siatkarze zostawili po sobie. Olieg w tym czasie sprowadzał z Nowakowskim kolejnych siatkarzy do aut. Wrzuciłam do zmywarki brudne naczynia i już jakoś mieszkanie wyglądało. Zajrzałam do sypialni. Fabian leżał rozwalony na łóżku. Przykryłam go tylko kołdrą. W zasadzie nie było tak źle. W mieszkaniu został już tylko Kubiak.

- Wstawaj! – warknęłam i uderzyłam go lekko w policzek. Nic. Ponowiłam próbę i tym razem otworzył oczy.

- Karooolcia… To ty? – spytał, a ja miałam ochotę mu porządnie przywalić.

- Wstawaj.. – pociągnęłam go lekko do góry, jednak był zbyt ciężki. Siłowałam się trochę, aż do pomieszczenia wparowali Nowakowski i Achrem.

- Oszalałaś?! Po co się męczysz? Jego i tak nic nie ruszy. - stwierdził Olieg - Zajmiemy się tym. - Raz dwa podnieśli go do pionu i zaczęli ciągnąć do drzwi.

- Ja niiigdzie nie idee… - zaczął Michał, ale Achrem stanowczo pociągnął go do drzwi.

- Nie wkurwiaj mnie i chodź! – warknął i tyle ich widziałam. Na stoliku znalazłam klucze, więc zgasiłam światła w całym mieszkaniu. Zerknęłam jeszcze na Fabiana czy czasem nic mu nie jest. Spał spokojnie więc opuściłam mieszkanie. Zamknęłam drzwi na klucz i wyszłam na zewnątrz. Stanęłam obok auta, w którym był już Nowakowski, Igła i Kubiak. Achrem podszedł do mnie zamykając auto, z którego siatkarze ewidentnie chcieli wyjść.

- Przepraszam, że musieliśmy cię ściągać. – spojrzał na mnie wyraźnie zakłopotany.

- Nic się nie stało, ale wytłumacz mi co tu się działo. – spojrzałam na niego stanowczo. Zerknął na mnie niepewny. Jednak moje spojrzenie poskutkowało. Wiedział, że nie odpuszczę, a w zasadzie był mi winny powiedzieć wszystko.

- Chyba wystarczy to, że trzy razy była tu policja. – warknął, a ja pokręciłam głową niedowierzając – Możesz jutro podziękować Kubiakowi i Igle.

- Czemu?

- Upili wszystkich. Sami siebie przy okazji też. – westchnął – Jedynym komentarzem określającym co tu się działo będzie to, że Igła wymyślił, że będzie latał. A Kubiak i reszta go w tym wspierała. Gdyby nie to, że Piotrek był trzeźwy i mi pomógł zapewne bylibyśmy teraz w szpitalu.

- Zabije ich. – syknęłam patrząc na bmkę.

- No nic… Ja lecę, bo musze ich porozwozić. Dasz sobie radę?

- Tak. Piotrek mi pomoże. A! Tu są klucze do mieszkania. Fabian śpi jak zabity.

- Spoko. Jakby coś się działo to dzwoń. – uśmiechnęłam się delikatnie do niego. – I jeszcze raz bardzo dziękuję i przepraszam, że cię tak w środku nocy ściągnęliśmy.

- Trzymaj się. – pocałowałam go w policzek i udałam się do auta. Wsiadłam i spojrzałam krytycznym okiem na Nowakowskiego.

- Aśki nie ma od tygodnia, a ty już się świetnie bawisz, co? – warknęłam na niego, jednak zaraz się zreflektowałam – Przepraszam… - westchnęłam – Po prostu jestem zmęczona, a jeszcze oni są totalnie najebani.

- Niepotrzebnie do ciebie dzwoniłem.

- Dobrze, że zadzwoniłeś. Chyba lepiej, że ja przyjechałam a nie ktoś, kto by was wszystkich wsypał.

- A co zrobimy z Ignaczakiem?

- Nie wiem. – westchnęłam – Iwona będzie wściekła jak zobaczy go tak pijanego.

- Może zostanie u mnie, a ty wyślesz jej smsa?

- Całkiem spoko pomysł. – stwierdziłam i uśmiechnęłam się do Pita – Dobrze, że chociaż ty się nie spiłeś.

Godzina 5 rano:

- Jaki ty jesteś ciężki… - jęknęłam próbując zdjąć z Michała koszulę. Gdy nareszcie mi się to udało przykryłam go kołdrą. Wódką jechało od niego na odległość, więc opuściłam sypialnię i udałam się do salonu. Położyłam się na kanapie. Kiedy obudziłam się, na zegarku widniała godzina 11. Rozmasowałam bolące plecy i poszłam pod prysznic. Przebrałam się w jeansy i bluzę. Założyłam kurtkę i opuściłam mieszkanie. Udałam się spacerkiem do sklepu, aby kupić jakieś udka i zrobić rosół dla Miśka. Nic innego pewnie nie będzie wstanie zjeść… Gdy już wracałam do mieszkania spotkałam na schodach naszą wprost ulubioną sąsiadkę. Już na sam jej widok podnosiło mi się ciśnienie.

- Dzień dobry. – zaczęła. Kiwnęłam jej głową i chciałam ją wyminąć, jednak zatrzymała się na schodach zagradzając mi drogę i zmierzyła mnie wzrokiem. 

- Mogę w czymś pomóc? – spytałam na granicy wybuchu złości.

- Nie wiem czy pani wie czy nie, ale od 22 do 7 rano w bloku obowiązuje cisza nocna.

- Wiem. – odparłam jeszcze spokojnie.

- W takim razie następnym razem jeśli chce pani wracać z pijanym chłopakiem to proszę tak nie hałasować. Te huki i przekleństwa pewnie wszystkie osoby obudziły. A ja już nie mogłam zasnąć od tej piątej. To była stanowcza przesada. Ja wiem, że młodość, ale chyba są państwo sportowcami. Czy naprawdę wolno wam pić tyle alkoholu?! – Co?! Miałam ochotę zabić tą kobietę albo zrobić cokolwiek byleby tylko zniknęła. „Oddychaj, oddychaj” powtarzałam sobie. Postanowiłam nie dać się jej wyprowadzić z równowagi i ją zignorować. Zmierzyła mnie wzrokiem – Nic pani nie powie?

- Mogłabym powiedzieć w tej chwili mnóstwo rzeczy, ale nie mam zamiaru tracić czasu na takich bezwartościowych ludzi jak pani. Miłego dnia życzę. Do widzenia. – odparłam i przepchnęłam się obok niej na górę. Wchodząc po schodach słyszałam jeszcze jak przeżywa:

- Co za bezczelność! Jeszcze nikt mnie tak nie potraktował! Ta dzisiejsza młodzież… - zaśmiałam się pod nosem słysząc ją. Jak się trochę podenerwuje to jej nie zaszkodzi. Otworzyłam drzwi i ruszyłam do kuchni.

20 minut później:

Załączyłam właśnie rosół, kiedy do salonu wszedł skacowany Kubiak. Przyssał się do butelki z wodą i wypił pół z prędkością światła.

- Suszy? – spytałam ze słodkim uśmieszkiem. Popatrzył na mnie spod byka i jęknął.

- Ale mnie głowa napierdala.

- Trzeba było tyle nie pić. Nie musiałabym po ciebie przyjeżdżać.

- Przyjechałaś po mnie?! – był nieźle zaskoczony.

- Tak. Wyobraź sobie, że zarwałam pół nocy, bo nie znacie umiaru. – warknęłam. – Pomyśl następnym razem ile pijesz, bo ja nie będę cię eskortować do domu w takim stanie już nigdy więcej!

Misiek spuścił jedynie głowę, a mój telefon w tym momencie zadzwonił.

- No hej Piotruś, co tam? – spytałam zerkając na przyjmującego.

- Mamy problem. Włącz szybko telewizor. – niewiele myśląc pognałam do salonu.

- Który kanał?

- TVP info. – szybko go znalazłam i aż mnie zatkało gdy zobaczyłam o czym mówią.

- Skandal. – zaczęła dziennikarka - Tylko tym jednym słowem można określić jak siatkarze Asseco Resovii Rzeszów świętowali swoje zwycięstwo w finale Plus Ligii. Nagranie, które wstawił Fabian Drzyzga, rozgrywający reprezentacji Polski w piłce siatkowej obiegło dziś rano cały Internet. – w tym momencie pokazany został filmik jak pijani siatkarze przeklinają i dopingują Igłę, który chce skakać z okna. Mimowolnie zerknęłam na Michała, który blady jak ściana siedział przy kuchennym stole i z niedowierzaniem patrzył na telewizor. – Jak widzieli państwo niecenzuralne słowa, obrażanie Rosjan i niedorzeczne pomysły. Co jeszcze wydarzyło się na tej imprezie? Chyba wolimy nie wiedzieć. Jednak czy tak powinni zachowywać się siatkarze? Wielu z nich to reprezentanci Polski. Mamy nadzieję, że Polski Związek Piłki Siatkowej wyciągnie z tego jakieś konsekwencje. A teraz wracamy do wypadku, który miał miejsce dzisiaj na krajowej ósemce. Jak wiemy w samochodzie jechała premier… - wyłączyłam telewizor i usiadłam na kanapie.

- Ja pierdole! – warknęłam i odwróciłam się do Michała – Zachciało się imprez! A teraz co zrobisz?! Ostatni kurwa raz wychodzisz gdziekolwiek! Koniec! Ile ty masz lat, co?! Brawo, po prostu brawo…

- Przestań! – Misiek warknął i podniósł się podchodząc do mnie. – To była zwykła impreza! Gdyby nie nagranie Fabiana nikt by się o niczym nie dowiedział.

- Taa… Najlepiej na Fabiana zwalić! A gdyby Ignaczak wyskoczył?! Był totalnie nawalony! A z tobą w ogóle nie szło się dogadać. Jeszcze raz zobaczę cię chociażby z piwkiem to sam sobie będziesz brał ślub!

- Tak?! Jakoś ci to nie przeszkadzało jak w nocy piłaś prosto z butelki!

- Nie przeginaj, bo…

- Yyyy… To może pogadamy później, co? – zapytał Piotrek, a mnie zatkało. Zapomniałam, że się nie rozłączyłam. Wkurzona nacisnęłam czerwoną słuchawkę i cisnęłam telefonem o stół. Podeszłam do okna w salonie i stałam tak tyłem do Michała. Atmosfera zrobiła się gęsta. Stałam tak chwilę, a na usta cisnęło mi się coraz więcej. Nie chciałam przesadzić. Odwróciłam się i zaczęłam zmierzać do wyjścia.

- Na kuchence masz rosół. – westchnęłam i złapałam za torbę treningową i kluczki. Chwilę później byłam już na zewnątrz. Odetchnęłam głęboko i wsiadłam do auta. Obrałam kierunek na siłownię. Na bieżni biegało kilka osób, a jedną z nich była Kinga z mojej drużyny. Akurat bieżnia obok niej była wolna więc podeszłam.

- Hej Kinia!

- O hej! – uśmiechnęła się – Niedawno przyszłam. Jutro mecz więc trzeba się trochę przygotować.

- Ach… Mecz. Zupełnie zapomniałam, że to już jutro. – stwierdziłam, na co obie się zaśmiałyśmy. Nie robiłam specjalnie długiej rozgrzewki. Już po chwili zrównałam się tempem ze Stronias i biegłyśmy razem.

- Wiesz… Widziałam to dzisiaj. – stwierdziła po chwili.

- No… Trochę przegięli.

- W sumie to nic wielkiego się nie stało. – wzruszyła ramionami.

- Co? – zdziwiona spojrzałam na nią, jednak patrzyła przed siebie.

- No proszę cię… Ja na przykład nieraz dużo gorsze rzeczy robiłam. Ty na pewno też. Nie ma o co robić afery. – zastanowiłam się nad jej słowami.

- Może masz rację. – westchnęłam. A ja tak okrzyczałam Michała. W sumie to pokłóciliśmy się przez to. Ale kurde no… on za niedługo ma zostać moim mężem. Jakoś wzięłam to strasznie do siebie. Przez kolejną godzinę prześmiałyśmy się zmieniając maszyny i tempo ćwiczeń. Już totalnie rozluźniona i w dobrym nastroju wróciłam do mieszkania. Na korytarzu zobaczyłam dwie pary butów. Oho… Ciekawe kogo przywiało. Skierowałam się do kuchni, a przy stole siedział Igła, Pit i Misiek. Wszyscy na mnie spojrzeli.

- Co jest? – spytałam, a Ignaczak westchnął.

- Mamy jutro spotkanie z prezesem klubu.

- Chyba można się było tego spodziewać. – podeszłam do Michała i usiadłam mu na kolanach. Był nieźle zdziwiony, ale objął mnie mocno.

- Ciekawe co teraz… - zastanowił się Piotrek.

- Pewnie wam odliczą trochę kasy z wypłaty. – westchnęłam i napiłam się łyka kawy z kubka Miśka.

- Iwonka jest wściekła. – załamał ręce Libero.  – Oglądała kilka razy to wideo.

- Nie przejmuj się. – uśmiechnęłam się pocieszająco – Za chwilę na pewno ci wybaczy.

- Obyś miała rację, bo takiej jeszcze jej nie widziałem. Zabrała dzieci i pojechała do rodziców.

- To co ty tu jeszcze robisz?! – spytałam zdziwiona. Wszyscy na mnie spojrzeli. – Siedzisz jak kołek i myślisz sama nie wiem nad czym. Stało się i już. Jedź i błagaj ją o wybaczenie! – zaśmiałam się. – Jesteś tyle lat po ślubie i dalej nie wiesz takich rzeczy?! – pokręciłam głową niedowierzając.

- W sumie racja. – szybko wstał i cmoknął mnie w policzek. – Jadę! Trzymajcie kciuki! – krzyknął i tyle go widzieliśmy.

- Ja też już będę się zbierał. – stwierdził Nowakowski. – Na razie stary. – uścisnęli się z Miśkiem. – Pa Karolcia. – przytulił mnie. Chwilę później zostaliśmy sami.

- Przepraszam. – westchnęłam i przytuliłam się do torsu przyjmującego.

- Ja też. – pocałował mnie w czubek głowy – Zachowałem się jak gówniarz.

- A ja nie lepiej. – zaśmiałam się.

Tydzień później:

Sprawa ucichła i tak jak się spodziewałam siatkarze zostali obciążeni finansowo. Tragedii nie było.  My za to zostaliśmy już zaproszenia na ślub. Większość wysłaliśmy pocztą do naszych gości, bo osobiście nie mieliśmy czasu na zapraszanie ich. Tak to właśnie jest kiedy chodzi się z siatkarzem i samej jest się siatkarką. Piotrek i Asia zgodzili się być naszymi świadkami. Misiek z Igłą i Pitem wybrali się na zakupy i wybrali już garnitur dla mojego Kubiego. Mam nadzieję, że mają chociaż trochę gustu w takich sprawach – no przynajmniej Misiek i Pitu. Bo na Igłę już nie liczę. Dlaczego? Przypomnijmy sytuację gdy jechali na zakupy:

„- Spokojnie Karolcia. My się wszystkim zajmiemy. – Igła szczerzył się jak idiota.

- No właśnie o to się martwię… - westchnęłam

- Czy ty we mnie, takiego doświadczonego ojca, męża, przyjaciela a w przyszłości chrzestnego waszego dziecka nie wierzysz?

- No właśnie nie bardzo…. Czekaj! Jak to chrzestnego?!

- No właśnie.. Nie podjęliśmy decyzji w tej sprawie. – dodał Michał z pełną buzią, bo wpieprzał kanapkę z salami.

- STOP! – krzyknęłam – Jakiej decyzji?! Przecież ja w żadnej ciąży nie jestem!

- Jeszcze… - westchnął Pitu, a ja zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem.

- Dobra. Chodźmy już. – Igła podszedł i chciał mnie cmoknąć w policzek, ale odwróciłam głowę. – No nie fochaj się! Obiecujemy, że twój Dziku będzie wyglądał na ślubie prawie tak zajebiście jak ja na swoim.

Kilka minut później, kiedy zostałam sama weszłam na Internet. Wiedziałam że znajdę tam wszystko. I nie pomyliłam się. Wpisałam w wyszukiwarkę: Ignaczak na ślubie. Wyświetliło mi się natychmiast mnóstwo stron. Weszłam w tę Onetu, gdzie pisało: Krzysztof Ignaczak świętuje kolejną rocznicę ślubu. Było tam zdjęcie wstawione przez Krzyśka na insta jak idzie do ołtarza z Iwoną. Gdy go zobaczyłam załamałam się. Ja wiem, że to inne czasy były i co innego było w modzie, ale wyglądał hmmm… w najlepszym określeniu tak sobie, żeby nie powiedzieć tragicznie. I właśnie wtedy straciłam wiarę w cokolwiek.”

- To ja jadę! – krzyknęłam wchodząc do salonu i ciągnąc za sobą walizkę.

- Ale już? – jęknął Misiek i podniósł się z kanapy podchodząc do mnie i mnie obejmując w talii. – Musisz?

- Nie mam sukni ślubnej, a poza tym muszę iść zobaczyć te stroje reprezentacyjne, bo trener  mnie o to prosił. Przecież wiesz… - westchnęłam i spojrzałam na niego.

- No wiem, ale wiesz… Ty tam nie szalej z dziewczynami w tej Warszawie! Pamiętaj, że już jesteś zajęta!

- A ty nie szalej jak ostatnio i żebym czasem nie zobaczyła cię znowu w telewizji najebanego! – przewrócił oczami na mój tekst, a ja się zaśmiałam. Zarzuciłam mu ręce na szyję i delikatnie pocałowałam.

- Tak się kiepsko żegnasz?

- A jakbyś chciał? – na moje pytanie przyciągnął mnie do siebie i z impetem wpił się w moje wargi. Aż zakręciło mi się w głowie i mocniej się go przytrzymałam. Niechętnie jakiś czas później się od siebie oderwaliśmy.

- Właśnie tak. – powiedział, a ja się zaśmiałam i pokręciłam głową.

- Pa skarbie. – cmoknęłam go jeszcze i szybko wyszłam z mieszkania, które tak prawdę mówiąc odechciało mi się opuszczać, a to tylko i wyłącznie ze względu na tego idiotę, którego kocham jak popaprana.

Wieczorem dotarłam do Warszawy. Gdy weszłam do mieszkania mojego i Asi to chciało mi się śmiać. Od progu usłyszałam śmiechy dziewczyn.

- Jestem! – krzyknęłam, a już po chwili ledwo oddychałam ściskana przez Dzicką i Asię.

- No nareszcie jesteś! – zaśmiała się Aśka i pociągnęła mnie do salonu. Na stole oczywiście leżał już otwarty alkohol i cieplutka pizza.

- Cóż za przywitanie. A alkohol? Jest jakaś okazja do świętowania? – zaśmiałam się.

- Taka że dziś babski wieczór bez tych nic nie rozumiejących, irytujących i sfochanych księżniczek, których wreszcie nie muszę oglądać. – zaczęła Dudzicka.

- Mówisz o Karolu i Andrzeju?

- Nie wypowiadaj tych imion przy mnie! – warknęła, a ja tylko podniosłam do góry ręce w obronnym geście.

- Okej, okej. Nie było tematu. – Oj… Biedny Karollo. Ciekawe co nabroili. Chociaż chyba wolę nie wiedzieć. I tak przez cały wieczór wódka poszła w ruch. Skutek: skacowane i wyjebane obudziłyśmy się następnego dnia o 13. A kto nas obudził? Oczywiście Kubiaczek, bo któż by inny.

- Dlaczego nie odbierasz?! Całą noc odchodzę od zmysłów czy dojechałaś do tej Warszawy czy nie. – przetarłam i oczy i spojrzałam na ekran telefonu. 78 nieodebranych połączeń od niego. Aha…

- Dojechałam… - odparłam i przewróciłam się na drugi bok.

- Dojechałam… Nie no, spoko. Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! – warknął.

- A co chciałbyś jeszcze wiedzieć?

- Czekaj… Czy ty jesteś na kacu?

- Nie! – odparłam chyba stanowczo zbyt szybko.

- Taa… Jasne. Przecież słyszę, że ledwo żyjesz.

- Nie piłam! – warknęłam, chociaż to nie było prawdą, ale po prostu się wkurzyłam.

- Mogłaś mi chociaż smsa napisać, a tak to zarwałem całą nockę. – odparł już spokojnie, ale jako że była skacowana i zła samo poleciało.

- Zejdź już ze mnie! Zapomniałam, dobra? A potem nie słyszałam tego cholernego telefonu! Przecież nie zrobiłam ci na złość. Mam dość twoich krzyków. Cześć. – szybko nacisnęłam czerwoną słuchawkę, wyłączyłam telefon i rzuciłam na szafkę obok łóżka. Przytuliłam się do Olki, która wręcz przygniatała Asię. A tak w zasadzie czemu śpimy wszystkie w jednym łóżku?

- Coś się stało? – spytała blondynka.

- Miałaś rację. Faceci są do dupy. Wszyscy! – i tak oto spałyśmy dalej, aż do 15. Później zebrałyśmy się i ruszyłyśmy do sklepów poszukać mojej sukni ślubnej. W piątym z kolei sklepie westchnęłam załamana.

- Te suknie są okropne. Jak ja mam cokolwiek tutaj znaleźć?! – jęknęłam i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nie dość, że fatalnie wyglądałam na twarzy to jeszcze suknia, która na manekinie prezentowała się całkiem dobrze, na mnie wyglądała koszmarnie.

- Spokojnie… Na pewno w końcu znajdziemy tą jedyną. – dodała Aśka rozwalona na kanapie obok Olki. Wkurzona zeszłam z podestu i usiadłam w tej sukni między nimi. Oparły się o mnie, a ja głośno westchnęłam. Aż mi się spać zachciało. Jednak w tej samej chwili pani, która pracuje w sklepie krzyknęła na cały głos.

- Wielkie nieba! – złapała się za serce – Przecież to jedwab, taka droga suknia… Niech pani natychmiast wstanie z tej kanapy! – automatycznie podniosłam się, a Dudzicka złapała za metkę z ceną sukni.

- Siedem tysięcy?! Nawet tysiąca bym za nią nie dała. – parsknęłyśmy z Asią na jej słowa, a pani spojrzała na nas krytycznie.

- Sama pomagałam przy jej projektowaniu. – warknęła cała czerwona, odwróciła się do nas tyłem i odeszła.

- No i już wiemy czemu taka paskudna. – Aśka dodała swoje pięć groszy, a ja już zwijałam się ze śmiechu. Po chwili uspokoiłam się jednak.

- Ej! Pomóżcie mi ją zdjąć, bo zaczynam się w niej dusić. Moim płucom brakuje tlenu. – spojrzałam na nie, a one jeszcze bardziej się zaśmiały. – Mówię serio! – krzyknęłam oburzona. Oczywiście dopiero po kilku minutach błagań i jęków zostałam uwolniona z tej kiecki.

Kolejnego dnia udałam się na spotkanie odnośnie strojów narodowych. Musiałam przymierzyć nasz strój do grania na boisku. Szału nie było, ale na pewno ciuchy były lepsze niż cztery lata temu, na poprzednich Igrzyskach.

- Bardzo ci dziękuję, że przyjechałaś. – zaczął Jacek Nawrocki.

- Nie ma za co. W końcu opaska kapitana do czegoś zobowiązuje. – zaśmiałam się.

- Co racja, to racja. – chwycił mnie za ramię i pociągnął w kierunku drzwi – Przepraszam, ale ci ludzie już mnie irytują. Zmywajmy się stąd.

- Dobry pomysł. Mnie też… - zaśmiałam się. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się na parking. – Panie trenerze.. – przystanęłam co poczynił i on patrząc na mnie.

- Tak?

- Wiem, że nie powinnam o to pytać, bo to oczywiście decyzja trenera ale czy Asia dostanie powołanie? – to pytanie nurtowało mnie i po prostu musiałam zapytać.

- Masz rację. Nie powinnaś pytać. – odparł i ruszył przed siebie. Przełknęłam głośno ślinę. Boże… co ja wyprawiam?!

- Przepraszam… - dobiegłam go – Po prostu.. ona tak ciężko pracowała po tej kontuzji i jestem przekonana, że jeśli pojedzie na igrzyska da z siebie wszystko. Jako kapitan chce, żeby trener to wiedział.

- Posłuchaj… Ja wiem, że to twoja przyjaciółka, ale musisz poczekać na podanie oficjalnego składu drużyny na igrzyska. – zatrzymaliśmy się obok auta trenera. – Jeszcze raz ci dziękuję, że przyjechałaś i mi pomogłaś. – otworzył drzwi – A co do Asi, to… nie zamartwiaj się. – puścił mi oczko, a już po chwili siedział w środku i odpalił auto. Dopiero teraz dotarło do mnie co powiedział. Uśmiechnęłam się szczęśliwa i aż mu pomachałam gdy odjeżdżał. Jednak praca Asi nie poszła na marne… W rewelacyjnym nastroju ruszyłam w kierunku mieszkania do dziewczyn. Jednak stwierdziłam, że nie powiem o niczym Asi. Wystarczy, że ja mam spokój ducha, że będzie na igrzyskach ze mną… O ile oczywiście nic się wydarzy. Boże... Igrzyska Olimpijskie. Nie mogę w to uwierzyć. Ten czas tak szybko leci...


A więc mamy kolejny rozdział. Jestem średnio z niego zadowolona. Ale następny będzie o wiele ciekawszy... Tzn. Dużo się wydarzy. Ale nie zdradzam już więcej ;P A ja no cóż... Mam nadzieję, że poprawka zdana - czekam na wyniki. A od poniedziałku znowu zajęcia... Ehhh... Ale takie życie. Trzymajcie za mnie kciuki żebym dała radę ze wszystkim. Koniecznie piszcie w komentarzach co myślicie o rozdziale i może któraś z Was wpadnie na pomysł co się stanie? xD Przesyłam gorące całusy i do następnego!!! :***